Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Dziewczyna z absyntem

Zapiski

Zapisz
Popatrz (1)
Linki i informacje

Opowiadania

Domy z betonu
Będąc statkiem wśród świeczników
Natasza
Wolność
Sami
Diabeł
Włóczykij i Penelopa
Sierociniec
Dziewczyna z absyntem
Krulewna
Ładnie kłamiesz, skarbie

Autorka

Pisuje:
Cygańskie wino
Blog prywatny

Odwiedza:
Fora: Kącik Złamanych Piór, Paucis Verbis, Artystom, Gildia Muz, Powieściopisarstwo, Kochaś - magia pióra.
Ocenialnie: Martwe Fretki, Wulkaniczne

Czytuje:
Szkoła wyprzedzania, 1500 km, Turn the page, Fin Fiction, Pfleger, Dramatis Personae, Mestari, Latria śmierci.
Strona główna

15.09.2010 r.
Opinii: 0

Dziewczyna z absyntem


Noc była ciemna, lśniła chmurami jak woda w studni, w bardzo głębokiej studni. Z oddali do uszu docierało wycie silników - współczesny, miejski odpowiednik wilczego zewu, daleko bardziej jednak wściekły i nienawistny. Ma w sobie ukryty jakiś żal, smutek nielegalnego wyścigu - jakby chciał przekazać, że wolałby rozlegać się nie w ciemnym, uśpionym mieście, ale na torze - taka skarga niespełnionych marzeń, marzeń o karierze żużlowej.
Ciszę nocy i wycie silników zakłócał tylko chichot kilkorga nastolatków, idących wzdłuż muru cmentarza. Trzej radośni chłopcy podtrzymywali cztery zataczające się dziewczyny, chociaż sami byli w nie lepszym stanie. Czyżby odezwał się w nich dawno, już w poprzednim pokoleniu, zapomniany zwyczaj dżentelmenów?
Grupka wydawała dziwne dźwięki, jakby usiłowała śpiewać coś niezidentyfikowanego, co chyba miało przypominać klasykę sceny metalowej. Aczkolwiek równie dobrze mogło być to cokolwiek, gdyż ciężko rozpoznać, gdy każdy wrzeszczy w swoim tempie, swoją tonacją i w swoim stopniu zniekształcając melodię.
Nie wszyscy jednak próbowali śpiewać.
- Chodźmy na cmentarz - spróbowała przekrzyczeć ich jedna z dziewcząt, dzierżąca w dłoni butelkę, połyskującą zielonkawo w słabym świetle latarni. - Odprawmy czarną mszę!
Spojrzeli na nią jak na obłąkaną, z lękiem w zamroczonych alkoholem oczach. W dzień każde z nich o tym żartowało, przechwalało się, ale teraz zdawali się być tą propozycją zdziwieni i przestraszeni. Mimo iż normalnie szczyciliby się mianem światłych racjonalistów, niewierzących w duchy, bynajmniej nie mieli ochoty wchodzić między groby starego cmentarza. Procenty w ich krwi z każdą chwilą się redukowały, a myśli zaczynały płynąć rozsądniej - jakby stawały się bardziej przejrzyste.
- Sama idź - warknął podtrzymujący ją chłopak i zabrał rękę z jej talii. Zachwiała się, ale po chwili odzyskała równowagę.
- No, jak jesteś taka odważna - zadrwiła niepewnie koleżanka z rozmazanym makijażem, odciągając dyskretnie resztę od cmentarnego ogrodzenia.
Więc dziewczyna podniosła butelkę, pociągnęła z niej raz jeszcze, skrzywiła się i ruszyła w stronę zniszczonej, niemal w pełni spróchniałej furtki.
- Ona zwariowała? Ej, chyba nie chcesz wejść na starą część… - ktoś próbował za nią wołać, ale nie zwracała na niego uwagi, starając się iść w miarę możliwości prosto. Otworzyła drewniane drzwiczki, złośliwie zgrzypiące, i chwiejnie wstąpiła na glebę cmentarną, niegdyś nasączoną sokami, obecnie wyjałowioną, wklęsłą, jakby drzewa zabrały stąd swoje korzenie. Pewnie wyciągnęły je w kierunku nowszych rejonów nekropoli i świeższych grobów, skąd mogły wyciągnąć jeszcze jakieś substancje odżywcze, by dalej rosnąć i rokrocznie obradzać czarnymi, dorodnymi kasztanami.
Dziewczyna przeszła między resztkami krzyży przyczepionych do tablic z obecnie niemal całkiem zatartymi napisami, naturalnie zniszczonymi przez naturę po wielu, wielu latach półtrwania. Nie było jasne, czy to krzyże podtrzymują tablice przed upadkiem, czy na odwrót. Znalazła jakąś nie do końca rozsypaną płytę i usiadłszy na niej, rozejrzała się ze stoickim spokojem, chociaż zupełnie nieprzytomnie. Pociągnęła jeszcze jeden łyk z butelki - o tak, chciałaby, żeby teraz ją widzieli. Przyszła apostatka, postrach księży i słynna, najmocniejsza głowa w całym miasteczku, jedyna, która lubi domowy absynt bez żadnych dodatków maskujących paskudną gorycz piołunu. Tak, obawa i szacunek, jakim ją darzono, z pewnością by wzrósł, podskoczył do niemożliwie wysokiego poziomu. Ale koledzy odeszli, umknęli jak najdalej od cmentarza, niepomni jej narcyzmu, zostawiając ją samą z grobami i butelką. Tchórze.
Tchórze. Małe, żałosne stworzenia, wciąż zniewolone przesądami, wciąż ze spętanymi umysłami. W tej chwili pogardzała nimi bardziej niż robactwem, lęgnącym się w trupach.
Nawet gdyby chciała odprawić teraz czarną mszę, nie mogłaby - bo jak? Samotnie? Zresztą to tylko głupia zabawa, godząca w ciemne, głupie wierzenia drobnomieszczańskiej społeczności, skupionej wokół kościołów i żałosnych klechów. I w głupie przekonania obrońców zwierząt, że należy opiekować się braćmi mniejszymi.
Och, ona czuła się o wiele lepsza od tych wszystkich zaślepionych religią robaczków, drążących tunele nie w ścianach własnych umysłów, by się uwolnić, lecz w wyimaginowanych wartościach.

*
Pociąga nosem z zainteresowaniem, moszcząc się w swoim legowisku. Coś weszło na jego terytorium, wtargnęło, przekroczyło granice. Niewątpliwie jest silne, mocne, a on nie zamierza pozwalać, by cokolwiek takiego ostało się na jego włościach. Słabemu może by odpuścił, niegodne byłoby jego uwagi, ale to zagraża jego hegemonii. On tu panuje - on. On tu ustala zasady - przemyka przez jego senny umysł.
Powoli budzi się z otępienia. Księżyc, przeświecający przez liście drzew, razi go w oczy, jego czułe oczy, nieznoszące światła - przystosowywanie się do jasnych promieni jest uciążliwe i bolesne, ale lepsze niż wieczne przemykanie cieniem. To ogranicza możliwości, a on nie lubi ograniczania - mrużąc więc obolałe ślepia, zaczyna wygrzebywać się ze swego zatęchłego legowiska, ze swej nory.
Jakieś prawie zapomniane pragnienie wstrząsa jego osłabionym ciałem, sprawia, że żyły jęczą, a żołądek skręca się, zawija w supeł. Głodny, bardzo głodny, a obce stworzenie zbudziło instynkt łowów, tak długo trwający w hibernacji instynkt drapieżcy, który teraz pogania go, odsłaniając ostre, przeżarte próchnicą zębiska.
Starając się, by żaden szelest go nie zdradził, wyłazi powoli ze swojej kryjówki. Zdobycz nie może uciec, nie pozwoli jej na to. Ostrożnie skrada się między grobami, omijając zdobione tablicami, ale otwarte, ziejące dziury, w których spoczywały bezgłowe szczątki zmarłych od co najmniej stu lat - zniszczone, stare groby podobne do tego, w jakim miał norę.
Myśli, teraz zdające się jałowymi wobec pragnienia, wobec przemożnego, niezaspokojonego głodu, budzą się powoli wraz z umysłem. Zawsze - a może niegdyś - ciekawiło go, czy właścicieli tych kości obchodzi jeszcze, czy ich miejsce spoczynku zostało zbezczeszczone czy nie. Chyba nie, skoro dotąd nigdy nie słyszał, by jakakolwiek zjawa odegnała zbirów-profanów, działających na potrzeby całego wydziału medycyny. Prawdopodobnie gdy ktoś przeszedł śmierć prawidłowo - po prostu przestawał istnieć.
Jeśli przeszło się śmierć nieprawidłowo - stawało się kimś takim, jak on. Kreaturą ciemności, nękaną głodem i pragnieniem mocnym jak stężony kwas, tak silnym, że własne gardło, własne żyły sprawiają wrażenie pustyni.
Podkrada się coraz bliżej, stawiając stopy bezszelestnie, słyszy nieostrożnego przybysza, czuje mocny, mdlący zapach dojrzewającej kobiety i gorzką woń nalewki z piołunu. Wnętrzności skręciły się jeszcze bardziej - ten głód, to palące cały organizm pragnienie staje się nie do zniesienia.
Wygląda zza kamiennej tablicy, rzuca czujne spojrzenie i dostrzega ją - skąpaną w jasnym, srebrnym świetle. Tak ponętna, tak cudowna, wydaje mu się rozkwitającym kwiatem księżycowym… i ta smukła, piękna szyja, ta wspaniała szyjka, do której można się przyssać i pić, i pić, i pić.
Jest drapieżnikiem, ona ofiarą, niebawem opróżni ją z całej jej kwintesencji, jakby odbierał jej duszę - sama bliskość zaspokojenia wstrząsa jego ciało przyjemnym dreszczem. To jest właściwy moment na atak - myśli, wychodząc z cienia i podąża w jej kierunku, wbijając w nią obłąkańczy, hipnotyzujący wzrok wygłodniałej bestii.

*

Dziewczyną wstrząsnął dreszcz, miała niejasne wrażenie, że jest obserwowana. Rozejrzała się, ale w otaczającym ją cieniu niewiele mogła zobaczyć… przez chwilę zdawało jej się, że dostrzegła ruch, ale być może to tylko złudzenie - właściwie na pewno. Pociągnęła z butelki kolejny łyk, próbując dodać sobie w ten sposób otuchy, chociaż obawiała się tylko trochę - wszak w tym mieście nigdy nic się nie działo i wątpiła, by to się zmieniło nawet w stanie tak potężnego upojenia.
Drzewa, pnąc się po niebie gałęziami, zdawały się nie zauważać, że tworzą wspaniałe warunki dla łowców, dla zbrodniarzy, czyhających na nowe ofiary… tak, na pewno koło któregoś pnia czyhał na nią wykolejeniec, gwałciciel lub morderca. Nic wielkiego - gwałciciel jej niestraszny, nawet by się cieszyła - zawsze to jakieś urozmaicenie śmiertelnie nudnej egzystencji. A śmierć nie jest niczym bardziej spektakularnym ani strasznym od zgaszenia świeczki, i tak wątłej, słabej, o bladym płomieniu.
Jak rozsądnie pomyślała, to właściwie przestała się bać.
Nagle coś wyłoniło się z mroku, sypiąc kurz i piach ze szmat, wiszących na wychudzonym ciele, paskudnie przypominającym szkielet obciągnięty skórą. Zerwała się na równe nogi i już miała odskoczyć z wrzaskiem obrzydzenia, gdy dostrzegła, że to tylko człowiek. Zwykły, brudny człowiek, mężczyzna pokaźnego wzrostu ze skudloną czupryną i lśniącymi oczami.
Zganiła się w myślach za chwilę słabości, za to żałosne uleganie złudnym przesądom, za podporządkowanie się wyobraźni. Nie wolno tego robić, nie wolno, przecież szczyciła się wolnym, niezależnym umysłem całkowitej racjonalistki.
Mężczyzna zbliżał się do niej, charcząc coś niezrozumiałego, dziewczyna wyczuwała w tym jednak żądanie - a żądania zawsze budziły w niej chęć oporu. Przygotowana była więc walczyć, mimo iż przed chwilą wzięłaby co daje los i jeszcze podziękowała.
Zaczęła się cofać, gotowa nawet rozbić swoją cenną butelkę na głowie agresora, on jednak nadal się zbliżał, w tym samym tempie, jakby nie zauważył jej ruchu. Ślepia obcego lśniły obsesją, przywodząc na myśl oczy niebezpiecznego szaleńca. Przez mgłę zapomnienia i oszołomienia do świadomości przebijała jej się historia jakiegoś bezlitośnie mordującego psychopaty z Ameryki. Tak, coś jej kołatało, że rezygnował z mordu, gdy ofiara powiedziała mu cokolwiek o sobie. Może warto spróbować?
- Co pan robi… - zaczęła, z niezadowoleniem zauważając, że głos jej zadrżał. - Jestem półsierotą, naprawdę mam ciężko w życiu, nie potrzeba mi dodatkowych kłopotów.
Mężczyzna jednak nie zareagował, nadal się zbliżał, kwitując milczeniem jej próby nawiązania kontaktu. Wbił w nią wzrok - głodny, hipnotyzujący wzrok, a ona czuła, że słabnie, jakby nogi miała z waty. Półprzytomnie jeszcze się rozejrzała za drogą ucieczki, jednak w głowie jej szumiało, świat zawirował przed oczami, wnętrzności się ścisnęły. W ustach poczuła smak kwasu żołądkowego i goryczy absyntu, groby - jak się wydawało - zastąpiły jej drogę, ilekroć dostrzegła między nimi lukę, ta natychmiast znikała. A obcy zbliżał się równym krokiem.
- No pan chyba zwariował… - jeszcze westchnęła dziewczyna, osuwając się na ławeczkę, która pod jej ciężarem rozpadła się, zwalając nieszczęsną na ziemię. Nastolatka przycisnęła do piersi butelkę, jakby w nadziei, że koszmary odejdą, gdy tylko się do czegoś przytuli - za dużo wypiła, za dużo i teraz Zielona Wróżka da jej popalić. Nie należało przesadzać z absyntem, pomyślała, powstrzymując nieprzyjemną falę wymiotów.
Rozognione, zdając się wręcz krwistoczerwone, ślepia obcego pojawiły się nad nią, dłonie złapały ją mocno za nadgarstki, boleśnie kalecząc długimi, ostrymi szponami. Gniewna, naznaczona szaleństwem, chorobą i pragnieniem twarz nagle wydała jej się znajoma, znajoma tak jak obraz w lustrze lub stare zdjęcie. Mężczyzna szarpał ją, charcząc gniewnie, rzucał dziewczyną niemalże o ziemię, jakby próbował rozbić jej ciało o cmentarną glebę i w ten sposób zmusić je do uległości. Ona jednak nadal osłaniała rękami siebie - i butelkę, wpatrując się ze zdumieniem w wykrzywioną wściekle twarz.
Tak, coś znajomego, coś bardzo znajomego i dziewczyna chce już krzyknąć "ojcze!", jednak powstrzymuje ją coś, ta gracja wygłodzonej bestii, wściekłe ślepia i coraz bardziej rozdarta koszulka. Kościste dłonie wciskają jej się pod ramiona, pod butelkę, rozrywają pazurami materiał i skórę na piersiach.
W końcu obcy-nieobcy stracił cierpliwość, być może dostrzegł jej skołowanie i, korzystając z jej nieuwagi, kopnął nastolatkę w brzuch. Zwinęła się z jękiem, zwróciła trochę kwasu i przetrawionego alkoholu, wypuściła z objęć butelkę. Na niemożliwie brudnej twarzy potwora pojawił się wyraz triumfu.
Kopnął jeszcze raz, jakby chcąc ulżyć sadystycznym zapędom. Dziewczyna zwinęła się jeszcze mocniej, zsunęła do otwartego grobu i z głuchym uderzeniem zetknęła się z ziemią, nie jak żywa istota, ale jak kłoda. Butelka wypadła jej z ręki, zostając na górze, a stuletnie kości pod nią wydały paskudny trzask i połamały się, boleśnie wbijając w jej ciało. Powoli traciła świadomość, półprzymkniętymi oczyma widząc już tylko jak odczłowieczony obcy-nieobcy przypada do szyi, smukłej, gładkiej i lśniącej w srebrzystym świetle księżyca. Przypada i pije, pije, pije absynt, a całe jego ciało zdaje się sycić tą zdobyczą.





blog4u